Oszczędzanie i sport mają wiele wspólnego. Rozmowa z Pawłem Januszewskim

W sporcie niczego nie można udawać i liczy się konsekwencja – mówi Paweł Januszewski, były lekkoatleta.

Po raz kolejny został ambasadorem PKO Biegu Charytatywnego. Prowadzi akcję „BiegamBoLubię”, poprzez którą zachęca do biegania amatorów, a także najmłodszych. 

 paweljanuszewskiwywiad

W tamtym roku był Pan jednym z ambasadorów 1. PKO Biegu Charytatywnego w Warszawie. Na czym dokładnie polega Pana rola i jakie były związane z nią wyzwania?

Należałem do osób, które współprowadziły imprezę w Warszawie, ale jednocześnie musiały skoordynować wydarzenia odbywające się w dwunastu miastach w Polsce. Na szczęście Stadion Lekkoatletyczny w Warszawie nie jest dla mnie zagadką, ponieważ wiele razy startowałem tutaj jako zawodnik. Frekwencja również nie zawiodła. W Warszawie lista uczestników wypełniła się naprawdę bardzo szybko. Jedyne, czego się obawiałem, to że pogoda może nie dopisać, ale na szczęście również w tej kwestii wszystko poszło zgodnie z planem. Martwiłem się też trochę o bieg kończący imprezę. Nie byłem pewien, czy na bieżni zmieszczą się wszyscy uczestnicy na raz, ale wszystko się udało. I wspaniale było widzieć zadowolonych biegaczy, których bieżnia tartanowa wręcz niosła. Niektórzy zawodnicy, mając pierwszy raz do czynienia z tym podłożem, ostrożnie sprawdzali jakiego typu jest nawierzchnia bieżni. Wszędzie unosił się duch zespołowości i wzajemnego wsparcia. Przy innych biegach sztafetowych nie zawsze to widać. Zawodnicy wzajemnie sobie kibicowali i wspierali się, rozpierały ich emocje. Nutki rywalizacji dodawała też stała łączność z innymi miastami. Inne lokalizacje bardzo chciały wyprzedzić Warszawę!

Czy obecność na stadionie, gdzie wiele razy uczestniczył Pan jako zawodnik sportowy, wywołała sentyment?

Bez wątpienia. Poza tym chciałbym, żeby coraz więcej osób wiedziało, jak biega się na takim stadionie. To również jeden z celów akcji „BiegamBoLubię”, którą prowadzę. Stadionów lekkoatletycznych nie trzeba się bać. Warto przyjść, nawet jeśli jest się sportowcem-amatorem, choćby po to, żeby popracować nad swoją techniką i spotkać się z trenerami. Oprócz sentymentu czułem więc ogromną radość, że kolejne osoby biorą udział w biegach właśnie na stadionie lekkoatletycznym.

Czy podoba się Panu koncepcja łączenia wydarzeń charytatywnych ze sportowymi?

Bieganie jest taką potrzebą, która najpierw musi się narodzić sama w człowieku. Wiele statystyk pokazuje, że pojawia się ona około trzydziestego-trzydziestego piątego roku życia. Te dorosłe osoby decydują się na rozpoczęcie aktywności fizycznej dla siebie, swojego ciała, ducha, poprawy samopoczucia i stanu zdrowia. Możliwość wsparcia i pomocy innym stanowi dodatkową, ważną motywację. Uczestnictwo w biegu zmienia bierne przekazywanie pieniędzy w coś znacznie bardziej konkretnego i angażującego. Pomaganie nabiera wówczas fizycznego wymiaru.

Jak przekonać do biegania młodsze osoby, żeby rozpoczęły trening zanim osiągną 35 lat?

Najlepszym wzorcem dla dzieci są rodzice. Poza tym dzieci uwielbiają rywalizację, wystarczy im ją ułatwić i stworzyć do niej odpowiednie warunki. Pomysł, aby całe rodziny wzięły udział w takich akcjach jest dobrym tego przykładem. Chodzi nie tylko o to, że uczymy dzieciaki czerpać przyjemność ze sportu, ale też z pomagania innym.

Jest pan inicjatorem akcji „BiegamBoLubię” oraz prezesem Fundacji Wychowanie Przez Sport. Jaką rolę sport odgrywa w wychowaniu młodzieży?

Aktywność sportowa odgrywa bardzo dużą rolę w życiu młodego człowieka. Co prawda, gdy jest się dzieckiem, nie ma się tej świadomości. Sport uczy determinacji, podnoszenia się po porażce, ale też uczenia się jak mądrze przyjmować sukcesy. Ponadto pozwala rozwijać zespołowość i nie pozwala na udawanie. Dyscyplin sportowych jest wiele, a rolą trenera i rodziców jest odnalezienie konkurencji odpowiedniej do osobowości dziecka. Nasza fundacja powstała między innymi po to, żeby uświadamiać rodzicom, jaka jest rola sportu. Członkowie fundacji to jednocześnie byli zawodnicy i rodzice. Pamiętamy, co nas, jako dzieci, najbardziej motywowało. Imponowały nam sportowe gwiazdy i rozpoznawalność danej konkurencji sportowej. Chcemy pokazywać dzieciom tę drogę i uświadamiać pozytywne strony aktywności sportowej.

A jaką rolę sport odegrał w Pana życiu?

Wyjechałem z domu w wieku 15 lat. To oczywiste, że musiało być coś, co będzie mnie trzymało w ryzach. Dlatego sport okazał się taki ważny.

Czy uważa Pan, że biega się z sympatii do biegania od początku, czy też potrzeba czasu, aby zgodnie z dewizą "BiegamBoLubię" polubić bieganie?

Dewiza „BiegamBoLubię” ma odzwierciedlać fakt, że biegamy z różnych powodów. Biegam, bo lubię się zmęczyć, lubię rywalizować, nie lubię stagnacji, bo lubię się dobrze czuć, bo lubię prostą formę ruchu. Każdy może mieć swój powód, dla którego bieganie uznaje za wartościową dla siebie aktywność. Nie chcemy deprecjonować żadnego z nich. Samo słowo „lubię” bardzo dobrze się kojarzy.

Dlaczego Pan lubi biegać?

Ponieważ daje mi to dużo wyborów i możliwości. Mogę biegać w samotności lub z tysiącami innych ludzi. Nie muszę do nikogo dostosowywać swojego rytmu, a w czasie biegania zapominam o innych rzeczach. Dzięki bieganiu wiem też, że mój organizm ciągle jest sprawny.

Czy po zakończeniu kariery sportowej nie doświadczył Pan zniechęcenia bieganiem?

Bezpośrednio po zakończeniu kariery przez jakieś trzy miesiące zupełnie nic nie robiłem, ale szybko mój organizm sam zaczął domagać się aktywności. W końcu trenowałem przez około 17 lat. Czuję się spełnionym sportowcem i dlatego teraz element rywalizacji nie jest mi już potrzebny. Nie ma dla mnie większego znaczenia, które miejsce zajmuję i z jakim czasem przybiegnę. Dzięki tej postawie znajduję więcej możliwości na porozmawianie z ludźmi, czy zwiedzanie miast w których biegam. Lubię te zabawne sytuacje, gdy ktoś, kto mnie wyprzedza, cieszy się że wygrywa z byłym reprezentantem kraju.

Jakie wyzwania stawia sobie osoba, która jest spełnionym sportowcem?

Zamiast słowa „wyzwanie” użyłbym słowa „zadanie”. Zależy mi na tym, aby pozostać osobą aktywną, próbować nowych rzecz i zachować fizyczną sprawność.

Jaka jest Pana podejście do oszczędzania, czy zawód sportowca ma na to podejście wpływ?

Perspektywa sportowa jest perspektywą czteroletnią lub roczną, tyle czasu mija od olimpiady do olimpiady lub od jednych do kolejnych mistrzostw. Zresztą w sporcie i oszczędzaniu można doszukać się analogii. W sporcie niczego nie można udawać i liczy się konsekwencja – podobnie w oszczędzaniu. Częste w zawodzie sportowca jednorazowe strzały finansowe, jeśli są źle ulokowane i zdywersyfikowane, mogą wręcz pogorszyć sytuację finansową.  Dlatego w obu dziedzinach należy podejmować mądre decyzje.