Robiąc to, co lubimy, pomagamy innym

Rozmowa z Anną Rogowską, lekkoatletką, tyczkarką, ambasadorką 3. PKO Biegu Charytatywnego, który odbędzie się 16 września m.in. w Gdańsku.

 

Aktywność fizyczna to zdrowa moda, której ulega coraz więcej Polaków. Jak pokazują badania, około połowa startujących w imprezach biegowych angażuje się w akcje charytatywne. Co pani sądzi o inicjatywach, które łączą te dwie sfery?

Sport, ruch to część mojego życia, a nie jakiś chwilowy kaprys. Wiele osób właśnie tak podchodzi do biegania. Nawet uprawiając sport amatorsko, dobrze jest traktować go bardzo poważnie. Ci, którzy są aktywni, zmieniają podejście do życia – sport wpływa na naszą fizyczność i psychikę. Kształtuje nasz charakter. Połączenie sportu z pomaganiem działa bardzo mobilizująco, ponieważ nie biegamy wówczas już tylko dla siebie czy kolejnych rekordów, ale po to, by komuś pomóc. To jest po prostu fajne – robiąc to, co lubimy, pomagamy innym. Akcja PKO Banku Polskiego to świetna inicjatywa, dzięki której dzieje się wiele dobrego.

Będzie pani na 3. PKO Biegu Charytatywnym w Gdańsku. Dlaczego zdecydowała się pani wesprzeć tę inicjatywę?

Z tego samego powodu, co w zeszłym roku. Jeżeli mogę zrobić coś dobrego i zachęcić do pomocy innym poprzez aktywność sportową, to nie trzeba mnie do tego długo namawiać. Sport to moja życiowa pasja, mimo, że nie uprawiam go już wyczynowo. Być może również sama zbiorę ekipę i pobiegnę na stadionie AWF w Gdańsku.

635662811609762946

Potrzebujących można wspierać w różny sposób, np. przekazując 1 proc. podatku. Są tacy, którzy decydują się na więcej i biorą udział w biegach charytatywnych. Taka forma pomocy daje chyba najwięcej satysfakcji?

Oczywiście. Przy okazji biegu ludzie zwracają uwagę na problemy potrzebujących i robią coś dobrego. Dzięki temu można poczuć się spełnionym. Taki bieg jest również wspaniałą okazją na spędzenie czasu z bliskimi.

Czy jesteśmy aktywni sportowo?

Coraz bardziej. Szczególnie w ostatnich latach zauważyłam olbrzymią różnicę. Jeszcze kilka lat temu, kiedy sama trenowałam i szłam po treningu do sklepu, wielokrotnie w stroju sportowym, to czułam się trochę skrępowana. Dzisiaj to jest normalne. Nikogo nie dziwi uprawianie sportu, np. bieganie.

Jak zachęcić ludzi do uprawiania sportu?

Ważne jest, żeby znaleźć dla siebie dyscyplinę. Nie ukrywajmy, nie każdemu bieganie sprawia przyjemność. Wtedy warto wsiąść na rower, pójść na basen lub zacząć uprawiać crossfit. Ważne, żeby się ruszać i czerpać z tego radość. Chcę zwrócić tylko uwagę, aby nie przesadzać z ilością treningów. Często narzucamy sobie zbyt surowy plan treningowy, , a osoby pracujące, nie mają czasu, żeby wypoczywać tyle co zawodowcy. Tak naprawdę można powiedzieć, że gdy ktoś trenuje, bardzo ciężko pracuje na dwa etaty. A organizm potrzebuje odpoczynku. Należy do wszystkiego podchodzić z umiarem.

Czy po zakończeniu kariery sportowej nie brakuje pani treningów, rywalizacji i emocji. Czym zajmuje się pani obecnie?

Kończąc karierę tyczkarki wiedziałam, że ze sportem będę związana zawsze. Zaraz po zakończeniu kariery, żeby nie odczuć „momentu odstawienia”, zaczęłam pomagać grupie młodzieży skaczącej o tyczce w Sopockim Klubie Lekkoatletycznym, dzielić się doświadczeniem i wiedzą. Aktualnie prowadzę najlepszą polską tyczkarkę Justynę Śmietankę. Mam nadzieję, że w przyszłym roku miło nas zaskoczy i pojedzie na Mistrzostwa Europy do Berlina. Poza tym biegam amatorsko, w zeszłym roku postanowiłam przebiec maraton. Udało się, po kilku miesiącach solidnego treningu przebiegłam po raz pierwszy w życiu maraton osiągając czas 3 godz. 47 min. Najważniejszym celem było ukończenie go z uśmiechem na twarzy.

Jakie to uczucie być w czymś najlepszym na świecie i co trzeba zrobić, by to osiągnąć?

To jest tak, że człowiek nie ma takiego poczucia, że jest najlepszy na świecie, ale czuje się po prostu spełniony. W takim momencie dochodzi do niego, jak długą drogę przebył – co trzeba było np. poświęcić i wówczas uświadamia sobie, że mimo trudnych momentów czy porażek, było warto. Spełniło się wtedy moje największe marzenie – usłyszeć na podium „Mazurka Dąbrowskiego”. To było coś, co w najtrudniejszych momentach zawsze mobilizowało mnie do pracy.

Które medale mają dla pani większe znaczenie?

Śmieje się zawsze, gdy słyszę to pytanie. To tak, jakby zapytać matkę pięciorga dzieci, które z nich jest najważniejsze. Tak naprawdę w każdym sezonie medal, który był aktualnie zdobywany, był najważniejszy. Wiadomo, że w hierarchii na górnej półce znajduje się olimpijski, następnie z mistrzostw świata i Europy. Momenty, w których zdobywałam medale na mistrzostwach świata i Olimpiadzie w Atenach były zupełnie różne, każdy z nich smakował inaczej. W 2004 roku (olimpijski) zdobywała go dziewczynka, w 2009 roku kobieta, która była świadoma tego, co chce w sporcie osiągnąć – podchodziłam już bardziej profesjonalnie do sportu, odbiór medalu był „intensywniejszy”.

Pani trenerem był pani mąż. Nauczyliście się oddzielać życie prywatne od zawodowego?

Powiem szczerze, że na początku było ciężko. Mieliśmy swoje cele, które realizowaliśmy wspólnie. Kierunek pracy i cel był dokładnie taki sam dlatego w pewnym momencie zdecydowanie łatwiej się pracowało.. Jesteśmy ze sobą 17 lat, a 11 lat już po ślubie. To kawał życia, choć śmiejemy się, że ten czas, który spędziliśmy na skoczni, powinniśmy liczyć razy dwa. Musieliśmy szybko dojrzeć i zmierzyć się z trudnościami, z którymi młode pary zderzają się po wielu latach wspólnego życia, my to mieliśmy wszystko przyspieszone. Ale patrząc z perspektywy czasu, nie zamieniłabym tego układu.

Czego życzy pani uczestnikom 3. PKO Biegu Charytatywnego?

Przede wszystkim miłej zabawy, bo tym właśnie powinno być pomaganie i sport, oraz aby jak najczęściej dołączali do tego typu akcji, bo można w ten sposób realnie wesprzeć potrzebujących.

Anna Rogowska

Lekkoatletka, tyczkarka, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 roku. Mistrzyni świata (w Berlinie w 2009 roku), halowa mistrzyni Europy (w Paryżu w 2011 roku). W lutym 2015 roku zakończyła karierę sportową. Ambasadorka 3. PKO Biegu Charytatywnego.

Wywiad przeprowadziła redakcja Dziennika Bałtyckiego www.dziennikbaltycki.pl